Raj
istniał, istnieje i istnieć będzie. Zawsze. To fakt i nie sposób mu zaprzeczyć.
Pierwszy człowiek ujrzał Raj dokładnie cztery tysiące dziewięćset pięćdziesiąt
dwa dni temu. Zawsze. W Raju człowiek miał mieszkać i w Raju pozostać. Nie było
tam śmierci, chorób i smutku. Wszelkie dobro przewodziło istnieniu i było
transparentnym ponad wszystko inne acz widzialne w formie i kształcie. I rzekł
Pan:
‹‹Pójdziesz człowieku,
synu mój, pomiędzy te drogi i żyć będziesz przez wszystkie Eony w pokoju,
albowiem taka jest wola moja i takoż się stanie.››
Stało się. Myśl formę przybrała ptaka lotnego i porwała
człowieka wzwyż ku Bramom i był to pierwszy wzlot człowieka. A oczom ludzkim
ukazała się równina zielona, wznosząca się ponad posępnym, zimnym światem,
świetlista i pełna. I ujrzał on że za Bramą rozciąga się Raj. Rzekł Pan tedy:
‹‹Oto Raj. Takim go
stworzył i takim oddaję w twe władanie. Takim być ma gdy w roku Qux przybędę by
i dzieło twych rąk będę oceniał. Tu chcę cię ujrzeć w roku Qux.››
I zamilkł Pan i usta jego w uszy człowiecze nie wyrzekły ni
słowa przez cały Szin, czyli lat trzysta osiemdziesiąt i dwa bez dni trzynastu.
Udał się on wtedy w inne Rejony, gdzie potrzebny był bardziej albowiem Rada
czuwała i czuwa nadal. Człowiek zaś pozostał sam i począł wędrówkę. Ptak lotny,
białym piórem zdobiony z głową podobną jemu, umilkł i zanikł w Bramie która za
nim zamknęła się na zasuw pięć i do której trzynaście kluczy dzierżył Pan. Człowiek
samotny wędrował więc i dotarł do początku i końca i wszedł w pierwszy z pięciu
Domów.
Dom
Pierwszy, zwany powszechnie Wolnym, był Domem szerokim i w swej strukturze przypominającym
życie. Składał się z życia. Żywe były lasy i łąki. Żywe były rzeki i morza i
wszystko co w nich i ponad nimi. I żywym był człowiek. Spokojnym było trwanie w
tym Domu lecz człowiek wciąż pragnął więcej i więcej. Szedł zatem i minął las
Xung, gdzie najdziwniejsze formy i figury drzewa sobą prezentowały, a były
wśród nich gatunki dawno już zapomniane. I przeszedł ów las człowiek i znalazł
się na brzegu jeziora Sin, którego krystalicznie czysta i spokojna woda nie
znała dotyku wiatru i bardziej zwierciadłem była. Przesiedział oczarowany nad
brzegiem dzień cały i noc całą aż o wschodzie ujrzał w wodzie schody. I zdało
mu się, że schody biegną w dół, w dno, lecz biegły ku górze. Powziął więc
człowiek pierwszy krok i oto znalazł się na nowej drodze.
Dnia
drugiego ocknął się człowiek w Domu Drugim, Domu Imion. Otrzymał tam imię. Imię
dawno zapomniane i zakazane. Dom ów był nazwą. Lotną i kruchą, przemijającą
jako czas i jego sile podległą. Człowiek poznał tam przemijanie i przerażony
chciał zawrócić, ale drogi już nie było. Żałując za swą ciekawość skazany został
na przód, tyły wszelkie porzucając w próżność, gdyż jak wszystko w tym Domu
przemijały i one. Ruszył więc przed siebie i widział jak wszystko co przed nim
umyka za niego i ginie w mroku przeszłości. Po dniu całym dotarł do wrót Inri,
które oznaczały siedemset tysięcy imion Pana i uderzyła go ich mnogość i
majestat. Porażony i zakochany w ich grozie i chwale trwał, aż do końca, gdy
znalazł się za nimi.
Tak oto
wszedł w Dom Trzeci. I był to Dom straszny, gdyż był to Dom Dat w którym
panował straszliwy Kronos, bez kształtu ni dźwięku którego jedynym dowodem była
data. Tam poznał człowiek mnogość dat i wiedział już, że jego to obowiązkiem
będzie o wszystkim pamiętać. Czując na barkach ciężar całego Domu którego
początku ni końca nie sposób było określić czołgał się do kolejnych wrót,
zwanych Czarnymi. Zaś czujne oko Kronosa śledziło go w swojej bezcielesności i
śledzi po dziś dzień. Przy Czarnych
wrotach spędził człowiek zaledwie chwilę choć lata, wieki, Eony i parseki
przelatywały koło niego i siadały jako posępne kruki na jego ramionach, a ilość
ich nie znała kresu.
Za wrotami ujrzał człowiek Dom
Czwarty, Domem Mądrości i Wiedzy Absolutnej nazwanym. I był to Dom przerażający
i kuszący zarazem. Strukturą swą przypominał czarną pustkę w której ni życia ni
śmierci być nie mogło, a mimo tego jednak obie składowe były. Wtedy to uderzył
człowieka ogrom prawdziwej nieskończoności i poznał on wszelkie tajemnice
wszelkiego stworzenia i życia. Wiedział on w swej nieskończonej wiedzy, że
wiedzieć mu tego nie wolno i że za duży ciężar wziął na siebie. I stało się, bo
odwrotu nie było. Ruszył człowiek naprzód, ku ostatniemu z Domów poprzez wrota
które odnaleźć mógł tylko ten kto wiedział.
Oto ukazał mu się Dom Ostatni,
którego nazwy wymawiać po dziś dzień nie wolno. Znalazł się człowiek na
Szczycie tak wąskim, że ledwo główkę szpilki by zmieścił. I był to Dom w którym
człowiek poznał najgorszą z Pokus – Potęgę. Bezkresna moc która wszelkie prawa,
czyny i myśli jednoczyła w sobie osaczyła człowieka na lodowym szczycie. Stało
się jasnym, iż nie wytrwa on ni chwili jednej, choćby nieskończenie małej, bo
cała ta potęga skupiona była w jego myśli, chęci i dłoni. I zląkł się i upadł,
a gdy upadł ujrzał jak wysoko się dostał i wiedział już, że nie ma dla niego
ratunku. Spadał więc przez cały Szin, a gdy ten upłynął znalazł się człowiek na
początku, który stał się końcem i koło się domknęło, a pradawny wąż pożarł swój
ogon i wbił kły we własną czaszkę. I ozwał się Pan:
‹‹Oto zgubiła cię
własna twa próżność i własna ciekawość. Pokusa okazała się silniejszą i nie ma
dla ciebie miejsca w Raju. Tedy i Bramy pozostaną zamknięte, a ty wrócisz na
Ziemię, która choć piękna pozbawiona jest blasku tysiąca słońc. I zawsze
będziesz pamiętał i żałował, że z własnej głupoty Raj utraciłeś i wzrok
prawdziwy wraz z nim.››
Link do grafiki(download) http://adf.ly/f9Ye5

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz