niedziela, 9 marca 2014

Raj.

           
            Raj istniał, istnieje i istnieć będzie. Zawsze. To fakt i nie sposób mu zaprzeczyć. Pierwszy człowiek ujrzał Raj dokładnie cztery tysiące dziewięćset pięćdziesiąt dwa dni temu. Zawsze. W Raju człowiek miał mieszkać i w Raju pozostać. Nie było tam śmierci, chorób i smutku. Wszelkie dobro przewodziło istnieniu i było transparentnym ponad wszystko inne acz widzialne w formie i kształcie. I rzekł Pan:
‹‹Pójdziesz człowieku, synu mój, pomiędzy te drogi i żyć będziesz przez wszystkie Eony w pokoju, albowiem taka jest wola moja i takoż się stanie.››
Stało się. Myśl formę przybrała ptaka lotnego i porwała człowieka wzwyż ku Bramom i był to pierwszy wzlot człowieka. A oczom ludzkim ukazała się równina zielona, wznosząca się ponad posępnym, zimnym światem, świetlista i pełna. I ujrzał on że za Bramą rozciąga się Raj. Rzekł Pan tedy:
‹‹Oto Raj. Takim go stworzył i takim oddaję w twe władanie. Takim być ma gdy w roku Qux przybędę by i dzieło twych rąk będę oceniał. Tu chcę cię ujrzeć w roku Qux.››
I zamilkł Pan i usta jego w uszy człowiecze nie wyrzekły ni słowa przez cały Szin, czyli lat trzysta osiemdziesiąt i dwa bez dni trzynastu. Udał się on wtedy w inne Rejony, gdzie potrzebny był bardziej albowiem Rada czuwała i czuwa nadal. Człowiek zaś pozostał sam i począł wędrówkę. Ptak lotny, białym piórem zdobiony z głową podobną jemu, umilkł i zanikł w Bramie która za nim zamknęła się na zasuw pięć i do której trzynaście kluczy dzierżył Pan. Człowiek samotny wędrował więc i dotarł do początku i końca i wszedł w pierwszy z pięciu Domów.
            Dom Pierwszy, zwany powszechnie Wolnym, był Domem szerokim i w swej strukturze przypominającym życie. Składał się z życia. Żywe były lasy i łąki. Żywe były rzeki i morza i wszystko co w nich i ponad nimi. I żywym był człowiek. Spokojnym było trwanie w tym Domu lecz człowiek wciąż pragnął więcej i więcej. Szedł zatem i minął las Xung, gdzie najdziwniejsze formy i figury drzewa sobą prezentowały, a były wśród nich gatunki dawno już zapomniane. I przeszedł ów las człowiek i znalazł się na brzegu jeziora Sin, którego krystalicznie czysta i spokojna woda nie znała dotyku wiatru i bardziej zwierciadłem była. Przesiedział oczarowany nad brzegiem dzień cały i noc całą aż o wschodzie ujrzał w wodzie schody. I zdało mu się, że schody biegną w dół, w dno, lecz biegły ku górze. Powziął więc człowiek pierwszy krok i oto znalazł się na nowej drodze.
            Dnia drugiego ocknął się człowiek w Domu Drugim, Domu Imion. Otrzymał tam imię. Imię dawno zapomniane i zakazane. Dom ów był nazwą. Lotną i kruchą, przemijającą jako czas i jego sile podległą. Człowiek poznał tam przemijanie i przerażony chciał zawrócić, ale drogi już nie było. Żałując za swą ciekawość skazany został na przód, tyły wszelkie porzucając w próżność, gdyż jak wszystko w tym Domu przemijały i one. Ruszył więc przed siebie i widział jak wszystko co przed nim umyka za niego i ginie w mroku przeszłości. Po dniu całym dotarł do wrót Inri, które oznaczały siedemset tysięcy imion Pana i uderzyła go ich mnogość i majestat. Porażony i zakochany w ich grozie i chwale trwał, aż do końca, gdy znalazł się za nimi.
            Tak oto wszedł w Dom Trzeci. I był to Dom straszny, gdyż był to Dom Dat w którym panował straszliwy Kronos, bez kształtu ni dźwięku którego jedynym dowodem była data. Tam poznał człowiek mnogość dat i wiedział już, że jego to obowiązkiem będzie o wszystkim pamiętać. Czując na barkach ciężar całego Domu którego początku ni końca nie sposób było określić czołgał się do kolejnych wrót, zwanych Czarnymi. Zaś czujne oko Kronosa śledziło go w swojej bezcielesności i śledzi po dziś dzień.  Przy Czarnych wrotach spędził człowiek zaledwie chwilę choć lata, wieki, Eony i parseki przelatywały koło niego i siadały jako posępne kruki na jego ramionach, a ilość ich nie znała kresu.
Za wrotami ujrzał człowiek Dom Czwarty, Domem Mądrości i Wiedzy Absolutnej nazwanym. I był to Dom przerażający i kuszący zarazem. Strukturą swą przypominał czarną pustkę w której ni życia ni śmierci być nie mogło, a mimo tego jednak obie składowe były. Wtedy to uderzył człowieka ogrom prawdziwej nieskończoności i poznał on wszelkie tajemnice wszelkiego stworzenia i życia. Wiedział on w swej nieskończonej wiedzy, że wiedzieć mu tego nie wolno i że za duży ciężar wziął na siebie. I stało się, bo odwrotu nie było. Ruszył człowiek naprzód, ku ostatniemu z Domów poprzez wrota które odnaleźć mógł tylko ten kto wiedział.
Oto ukazał mu się Dom Ostatni, którego nazwy wymawiać po dziś dzień nie wolno. Znalazł się człowiek na Szczycie tak wąskim, że ledwo główkę szpilki by zmieścił. I był to Dom w którym człowiek poznał najgorszą z Pokus – Potęgę. Bezkresna moc która wszelkie prawa, czyny i myśli jednoczyła w sobie osaczyła człowieka na lodowym szczycie. Stało się jasnym, iż nie wytrwa on ni chwili jednej, choćby nieskończenie małej, bo cała ta potęga skupiona była w jego myśli, chęci i dłoni. I zląkł się i upadł, a gdy upadł ujrzał jak wysoko się dostał i wiedział już, że nie ma dla niego ratunku. Spadał więc przez cały Szin, a gdy ten upłynął znalazł się człowiek na początku, który stał się końcem i koło się domknęło, a pradawny wąż pożarł swój ogon i wbił kły we własną czaszkę. I ozwał się Pan:

‹‹Oto zgubiła cię własna twa próżność i własna ciekawość. Pokusa okazała się silniejszą i nie ma dla ciebie miejsca w Raju. Tedy i Bramy pozostaną zamknięte, a ty wrócisz na Ziemię, która choć piękna pozbawiona jest blasku tysiąca słońc. I zawsze będziesz pamiętał i żałował, że z własnej głupoty Raj utraciłeś i wzrok prawdziwy wraz z nim.››

Link do grafiki(download) http://adf.ly/f9Ye5

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz